II Lubaskie Spotkanie z Piłką Ręczną


Klasa, klasa i jeszcze raz klasa. Tak w skrócie o organizatorach. Bo należy się im, jak mało komu.

Jest to turniej z gatunku tych, które mają na celu, mocno spopularyzować piłkę ręczną w danym mieście. Co wiąże się zazwyczaj z różnym poziomem, zespołów biorących w nim udział. Tak było i tym razem. Mieliśmy przyjemność gościć w Lubaszu drugi raz i po raz kolejny się nie zawiedliśmy. Wydarzenie miało miejsce 30.05.2019 r. Naszą szkołę mieli okazje reprezentować: Wojciech Babiaczyk, Maciej Biniewski, Dawid Brant, Kamil Gąsior, Kacper Kozak, Andrzej Krzymiński, Filip Liske, Kamil Małecki, Mateusz Nader oraz Przemysław Wrzesień. W turnieju brały udział: MKS Nielba Wągrowiec, Edukacja Lubasz i KS Kalisz Pomorski. Miłym akcentem było połączenie zmagań chłopców i dziewczyn. Dzięki takiemu zabiegowi, każdy entuzjasta piłki ręcznej mógł wybrać coś dla siebie.

Po uroczystym otwarciu, można było przystąpić do rozgrywek. W pierwszym starciu naszymi rywalami byli zawodnicy z Kalisza Pomorskiego. Jak wspomniane było we wstępie, odmienny poziom drużyn ukazał się już na początku zmagań, bowiem po pierwszych 5 minutach prowadziliśmy 7:0. Z każdą minutą nasza przewaga zaczęła się powiększać i spokojnie „dowieźliśmy” zwycięstwo do końcowego gwizdka sędziego. Mecz zakończył się wynikiem 29:12. Nasi rywale pokazali swój cały repertuar, jednak i tak nie wystarczyło to, żeby nawiązać równorzędną walkę. Widać było nerwowość w ich szeregach. Byliśmy dla nich trochę jak Jezus ze Świebodzina, który schodząc z cokołu (33 metry), pukał do drzwi mieszkańców i zagajał: „Cześć, jestem Jezus, stoję sobie tutaj, obok Lidla”. Nikt raczej nie pokusiłby się w takiej sytuacji o dłuższą konwersacje. Po meczu wręczana była nagroda dla najlepszego gracza. Wspominałem już o wspaniałomyślności organizatorów? Warto podkreślić ich kunszt obserwatorski, bowiem tego dnia równych sobie nie miał durszlaczek, który wygrał zgrabną kosmetyczkę, otrzymaną z rąk uroczej uczennicy, lubaskiej szkoły mundurowej J. (Nie mogłem sobie odmówić).

Nie było czasu na celebrację, następny mecz rozgrywany był za niespełna dwie godziny. Natomiast, jako, że jesteśmy w końcu logistykami pełną gębą, zagospodarowaliśmy ten czas w najlepszy możliwy sposób. Mianowicie, przeznaczony dla nas poczęstunek postanowiliśmy rozdać tamtejszym uczniom szkoły podstawowej oraz gimnazjum. Z racji tego, że turniej odbywał się w hali widowiskowo-sportowej w Lubaszu, która połączona była z kompleksem szkół, nie musieliśmy szukać chętnych na łakocie zbyt daleko. Należną pulą placków oraz napojów zadowolili się tamtejsi uczniowie. Na pewno w jakimś stopniu umiliło im to jednostki lekcyjne. Nauczyciele nie mieli większego problemu z tym, że banda rozentuzjazmowanych piłkarzyków, wprasza się na lekcje. Nam również ta postawa nie przeszkadzała. Rozumieliśmy się bez słów. Pomimo tego, że harmonogram był napięty, jak bielizna na profesorze Błażeju*, zdążyliśmy na rozgrzewkę przed drugą batalią.

Podobny scenariusz, znów nasza wyższość w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Mecz zakończył się wynikiem 27:14. Niestety przykrość spotkała naszą drużynę po meczu. Nagroda dla gracza meczu powędrowała do jednego z graczy lubaskich. No cóż, jeden szampon w kosmetyczce musiał wystarczyć na całą drużynę. Na oficjalnym zakończeniu wybrano najlepszego bramkarza turnieju. Nagrodę tę przyznano Fabianowi Fritzenowi, który od niedawna jest częścią naszego zespołu. Fabian trafił do nas niejako na zasadzie wypożyczenia, jest rodowitym Niemcem, z powodów prywatnych musiał przeprowadzić się na pewien czas do Wągrowca. Nam to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, w końcu dostępu do bramki będzie bronił profesjonalista z krwi i kości. (Biniu więcej brzucha rób). O klasie Fabiana świadczy fakt, że wpisał się on na listę strzelców, a przerzucenie całego boiska nie jest rzeczą prostą. Kto nie wierzy może spróbować, zapraszamy na treningi.

Panie z naszego miasta, poradziły sobie przyzwoicie zajmując 2 lokatę. Jednak głęboko wierzymy, że pod wodzą znakomitego szkoleniowca jakim jest Coach Dariusz Andrzejczak, szybko poprawią pewne detale w swojej grze i wespną się na sam top.

Rok temu na grilla kończącego turniej zaprosił nas sam Pan Wójt Marcin Filoda, po którym widać było, że wyrobami mięsnymi raczej nie gardzi. Tym razem obyło się bez władz gminy, jednak również było miło. Rodzinna atmosfera panująca w Lubaszu jest nie do przecenienia, a smak wójtowych przysmaków zwalał z nóg. Z bólem serca pożegnaliśmy się z pomysłodawcami turnieju oraz całą społecznością lubaskiej piłki ręcznej. Powrót również był bardzo udany, z racji brawurowej jazdy Pana Jacka, którego bardzo gorąco w te czerwcowe popołudnia pozdrawiamy. Niektórzy w myśl powiedzenia: „Wszędzie dobrze, ale w domu żona”, którego nie mają jeszcze okazji praktykować, czy z korzyścią to się okaże, postanowili wykorzystać piękną pogodę panującą wówczas na głębszą integrację. Chyba udzielił im się ten wspaniały klimat z Lubasza.

Durszlak